Strony

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Imagin z Niall'em. ♥

Siedziałam z rodzicami w salonie, oglądając jakiś program rozrywkowy, gdy nagle zadzwonił telefon. Mama szybko wzięła słuchawkę i odebrała. Jakoś specjalnie nie zainteresowało mnie kto dzwoni.
-No pewnie, Samantho- powiedziała do słuchawki.
No to już wiedziałam z kim rozmawiała. Z moją ciotką Samanthą. Popatrzyłam na tatę, który jak widać nie był tym zachwycony. Nigdy jej nie lubił, z resztą ja też za nią nie przepadałam. 3 lata temu przyjechała do nas ze swoją córką, czyli moją kuzynką - Marissą. Nie znoszę jej, jest rozkapryszonym dzieckiem, któremu cały czas coś nie pasuje. Do tej pory nie wiem, jak wytrzymałam z nią tydzień. To było chyba najdłuższe 7 dni w moim życiu.
-Myślę, że tak..Nie no coś ty, nie będzie przeszkadzać, rozumiem - powiedziała za chwilę.
Zaczęłam się zastanawiać, o czym mogą rozmawiać 'nie będzie przeszkadzać'? o co mogło chodzić?
-Nie, Tilda na pewno nie będzie miała nic przeciwko. Chętnie ją przyjmiemy.
Co?! Ja nie będę miała nic przeciwko? Nie rozumiem, o co chodzi. Kogo przyjmiemy?! Chciałam posłuchać tej rozmowy, jednak mama poszła na górę z telefonem i tyle po niej. Spojrzałam pytająco na tatę, a on tylko uniósł w górę ramiona i pokręcił głową. Widzę, że nie tylko ja nie wiem, co się tutaj dzieje.
Po jakiś 20 minutach matka wróciła na dół i zaczęła tłumaczyć, o czym rozmawiała z ciotką.
-Samantha i jej partner mają teraz remont w domu i muszą mieszkać w hotelu, a że to wszystko nie wpływa za dobrze na Marissę za proponowała, czy nie moglibyśmy przyjąć jej do siebie.
-Co?!- otworzyłam szeroko oczy- nie, proszę, nie mów, że się zgodziłaś!
-A dlaczego miałabym się nie zgodzić?
-Nie pamiętasz jak było 3 lata temu? Nie pamiętasz, jaka ona jest?!
-Posłuchaj, od tamtego czasu minęły już 3 lata, na pewno wydoroślała i zmieniła się. A poza tym przestań, Tildo. Ona wcale nie była taka zła, za jaką ją uważasz.
Nie mogłam uwierzyć, że mama zgodziła się, żeby Marissa u nas zamieszkała. Nie wiem, jak ja to wytrzymam. Nawet nie potrafię wyobrazić sobie jej u nas w domu, to będzie koszmar!
-Na ile przyjedzie? - zapytałam zła.
-Na całe wakacje.
-Co?! O nie, żartujesz sobie? Ja nie będę jej znosiła przez całe 2 miesiące, nie!- wkurzyłam się. Jak mogła zgodzić się na to bez mojego zdania?
-Przestań, nie będzie aż tak źle.
-Ty nic nie rozumiesz! Mieliśmy jechać z Susan, Grace, Niall'em, Davidem i Ethanem pod namioty, nie pamiętasz? I teraz będę musiała wszystko odwołać bo moja KOCHANA kuzynka do mnie przyjeżdża, super.
Przewróciłam oczami i wybiegłam na dwór. Weszłam do stajni, Khloe popatrzyła na mnie i parsknęła radośnie. Założyłam jej siodło i popędziłam w stronę domu Niall'a. Miałam nadzieję, że będzie na podwórku. I tak też się stało.
-Cześć Lulu -powiedział, gdy mnie zauważył- co tutaj robisz o tej porze?
Właściwie nie pamiętam nawet skąd się wzięło to przezwisko. Przypominam sobie, że gdy byliśmy mali coś się stało i od tego czasu Niall tak na mnie mówi. Tylko co to było?
Zsiadłam z konia i przywiązałam sznurek do bramki. Khloe była bardzo spokojna, więc nie bałam się zostawić jej na chwilę samej. Podeszłam do najlepszego przyjaciela.
-Musiałam się trochę odświeżyć. Nawet nie wiesz, co się stało.
-Co takiego?- zapytał jakby trochę wystraszony.
-Pamiętasz, jak 3 lata temu przyjechała do mnie kuzynka?
-Tak..chyba tak..zaraz, jak ona się nazywała...
-Marissa...tak, ta rozpieszczona, rozkapryszona dziewucha- przewróciłam oczami.
-Nie przesadzasz czasami?
Wiedziałam, dlaczego Niall uważa, że przesadzam. Jak ostatnio Marissa była u mnie i go poznała to była dla niego bardzo miła, w przeciwieństwie do mnie. Nawet mój ojciec wie, że ta cała Marissa jest niemiłą osobą.
-Nie, nie przesadzam. Tak właściwie, to przyjedzie do mnie na całe wakacje. Rozumiesz?! Na całe dwa miesiące! Ja tego nie zniosę! - wyżaliłam mu się- a do tego chyba będziemy musieli zrezygnować z naszego wyjazdu pod namioty...Albo pojedziecie beze mnie. Przecież nie będę mogła zostawić jej samej w domu...
-A nie możesz zabrać jej z nami?
-Naprawdę? Nawet nie wiesz, jaka ona jest. Nie wiem, czy pozostali będą zadowoleni z jej towarzystwa, to chyba zły pomysł..
-Na pewno nie będzie aż tak źle- uśmiechnął się- przecież minęło już kilka lat, odkąd ona u ciebie była, może akurat się zmieniła- poklepał mnie po ramieniu.
Może i miał trochę racji, może zbyt pochopnie wyciągałam jakiekolwiek wnioski. Ale pamiętam dokładnie, jak mnie przezywała, jak mówiła, że okropnie się ubieram, jak przestawiała wszystkich w kąt, a najgorsze jest to, że moja kochana mama nie zauważyła, jaka ona jest naprawdę.
-W poniedziałek jedziemy po nią na lotnisko.
-A w środę? Bo w środę jest ta impreza, wiesz... - delikatnie podniósł kąciki ust.
-Raczej nie dam rady.. Nie wiem, może ona będzie chciała jechać, chociaż nie sądzę, bo u niej to jest zupełnie inaczej niż tutaj...
-To ja w takim razie tez nie jadę- powiedział śmiertelnie poważnie.
-Co? Dlaczego masz nie jechać?
-I tak nie będę miał tam nic do roboty...bez ciebie- powiedział.
- Nie mów tak. Dobra, postaram się przyjść, jeszcze się umówimy- uśmiechnęłam się.
Pożegnałam się z blondynem o niebieskich oczach i wróciłam na Khloe do domu, pierwsze wprowadzając konia do stajni.
Dowiedziałam się jeszcze od mamy podstawowych informacji o przyjeździe Marissy. Na przykład o tym, że to razem ze mną będzie spała i o tym, że mam się nią 'opiekować' cokolwiek to znaczy w języku mamy. Nie miałam nic innego do wyboru jak przytaknąć i pójść wysprzątać pokój, w którym będziemy spały, o rzesz, ale mi się dostało, nie dość, że całe dnie muszę spędzać wraz z nią, to jeszcze noce w jednym pokoju. Ale dobra, nie będę narzekać, póki nie przekonam się, jaka ona jest. Może akurat nie będzie aż tak źle. Może się polubimy? Może wyjazd się uda? Tylko jedno głupie słowo... 'może'...
~~~~~~~~~
-O której godzinie miała przylecieć? Może coś pomyliliśmy...- zaczęła panikować mama, gdy staliśmy na lotnisku i szukaliśmy wzrokiem Marissy.
- Przestań, zaraz przyjdzie.
Rozglądaliśmy się w okół, ale nikt nie miał w zasięgu wzroku dziewczyny, na którą czekaliśmy. Jednak kiedy popatrzyłam w prawo ujrzałam dość szczupłą, wysoką nastolatkę. To nie ona... pomyślałam sobie. 3 lata temu była jeszcze dziewczyną, walczącą z trądzikiem, o dość 'większych' kształtach. Ta wydała się całkiem inna, dlatego odwróciłam się i spojrzałam na mamę.
-Czy to nie Marissa?!- wskazała wzrokiem dziewczynę, którą przed sekundą zauważyłam i od razu odrzuciłam.
-Mamo, przecież Marissa jest całkiem inna.
Ku zaskoczeniu spoglądnęłam na dziewczynę, a ona uśmiechnęła się. To była ona. Poznałam tez ironiczny uśmiech, który 3 lata temu wkurzał mnie od granic możliwości.
-Tak, to ona- przyznał racje tata.
Wszyscy zaczęliśmy iść w kierunku nastolatki.
-Marissa, słonko, jak miło cię widzieć!- przywitała ją mama.
Ta tylko znowu się uśmiechnęła. Mama przeniosła wzrok na mnie. Nie chciałam, aby zrobiło jej się głupio przeze mnie, czy coś, więc sztucznie się uśmiechnęłam (czego mam nadzieje,że nie było widać) i objęłam Marissę. Widząc, iż ta stała drętwo puściłam ją i oddaliłam się. Spojrzałam na nią jeszcze raz. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę Marissa. Ta kuzynka, z którą widziałam się 3 lata temu, która nie była nawet ładna. A teraz lśniła, z twarzą bez skazy, z podkreślonymi kredką oczami. I wtedy tak naprawdę zaczęłam się bać. Już nie o to, że wyjazd się nie uda. Przeciwnie. O to, że teraz Marissa spodoba się wszystkim.
~~~~~~~~
-Tutaj będziemy spały- oświadczyłam, pokazując jej mój pokój.
-Co?! Kpisz sobie ze mnie? Ja..i ty... w jednym pokoju? Nie macie czegoś innego?
-Owszem, mamy. Ale uznaliśmy, iż w towarzystwie, nie będziesz czuła się samotnie.
-Nie czuję się samotnie. I wolę inny pokój.
Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, ponieważ mi też ten pomysł nie przypadł do gustu, ale z drugiej strony znowu musi robić problemy. Taką ją znałam. Przewróciłam oczami i westchnęłam ciężko. Zeszłam po schodach na dół, gdzie siedzieli rodzice i wytłumaczyłam im całą sytuację.
-Dobrze, powiedz, że będzie spała w osobnym pokoju, na piętrze.
-Widzicie, jakie robi problemy? A to dopiero pierwszy dzień- szepnęłam, ponieważ nie chciałam, żeby przez przypadek usłyszała to, co mówię.
-Nie narzekaj, po prostu się zapytała.
Tak, zapytała. Cała mama, broni ją, chociaż nawet nie było jej, przy mojej rozmowie z Marissą. Bardzo mądrze, prawda?
Weszłam na górę i pokazałam kuzynce pokój. O dziwo chyba jej się spodobał.
-Posłuchaj, razem z przyjaciółmi organizujemy wakacyjny wyjazd, na 5 dni...Masz może ochotę wybrać się z nami?
-Hm...sama nie wiem.... No niech będzie.
Opowiedziałam jej wszystkie szczegóły wyjazdu, powiedziałam też, jak ma się ubrać, co ma wziąść ze sobą. Czułam, że nie jest przyzwyczajona do naszej okolicy więc musiałam ją uprzedzić. Zwykle o tej porze jest ciepło, jednakże tam, gdzie jedziemy trzeba będzie wziąć parę długich spodni i kurtkę. Miałam nadzieję, że mnie posłucha i weźmie potrzebne rzeczy.
-Wiesz, w środę planujemy pójść na dyskotekę. Masz ochotę wybrać się z nami? Poznasz przy okazji moich przyjaciół, z którymi wyjeżdżamy za tydzień.
-Dyskoteka? O, tak, super!
Nie wiedziałam, co w jej języku znaczy dyskoteka. Czy to jakaś wielka sala ze świecącymi kulami na suficie, z muzyką puszczona na całe miasto, w jakimś wielkim apartamencie. Wolałam nie mówić jej, że to będzie zwykła stodoła, z kilkudziesięcioma osobami. Wtedy by się jeszcze przeraziła i zmieniła zdanie. A wtedy nie tylko ona, lecz ja także zostałabym w domu.
Kolejnego dnia pojechałam do Niall'a i powiedziałam, że Marissa zgodziła się i na imprezę i na wyjazd.
-Cieszę się, bo jakbyś nie pojechała to nie miało by sensu.
-To nie prawda.
Uśmiechnął się tylko i nic nie odpowiedział.
Wieczorem, gdy leżałam już wykąpana w łóżku zastanawiałam się o co mu chodziło z tym 'jakbyś nie pojechała to nie miało by sensu' oraz ' i tak nie będę miał tam nic do roboty bez ciebie'... BEZ CIEBIE...
Rano zaraz po obudzeniu zaczęłam się szykować na dyskotekę. Przymierzałam bluzki, spódnice... Ale nic nie mogłam wybrać.
-Posłuchaj, może ubierzesz tę fioletową tunikę od cioci Christy? Nie miałaś jej jeszcze na sobie, a jest śliczna!
To był fakt. Była bardzo ładna, ale chyba nie w moim stylu. Nie chodziłam ubrana w ciuchy z błyskotkami, czy innymi świecącymi dekoracjami. Ale w końcu to była dyskoteka... No cóż, co mi tam. Założyłam ją do czarnych leginsów i rozpuściłam włosy. Jest chyba okej. Siedziałam na kanapie, czekając na Marissę, kiedy nagle zaszła ze schodów, spojrzałam na nią i zaniemówiłam. Miała na sobie różową, całą w cekinach, bluzkę, do tego białe spodnie i błyszcząca opaska, loki. Moim zdaniem nie potrzebnie to wszystko założyła. U nas ludzie się tak nie stroją, o nie. Nie wiem, jaki maja zwyczaj u Marissy, ale u nas będzie to dość dziwnie postrzegane. Przestraszyłam się, że będą na nią patrzeć jak na dziwaczkę, ale co tam, jej sprawa jak się ubrała. Zauważyłam, że samochód Niall'a stoi już pod domem, a więc szybko zebrałam się i pośpieszyłam Marissę.
-Dobrze, już idę- powiedziała i uśmiechnęła się z tą swoją ironią.
Wsiadłam do samochodu i przywitałam się z przyjacielem.
-Gdzie Marissa?
-Szykuje się, zaraz będzie - powiedziałam dosyć ponurym głosem, co musiał zauważyć.
-Coś jest nie tak? Okazała się tak samo zła jak mówiłaś, że była, tak?
-Nie..Właśnie przeciwnie. Jest śliczna...- tak naprawdę na końcu języka miałam słowo 'piękna' ale nie chciałam tego mówić.
Nie zdążył już nic odpowiedzieć, bo uchyliły się drzwi i weszła do środka. Niall spojrzał na tył samochodu i przywitał ją.
-Cześć, jestem Niall-powiedział z promiennym uśmiechem.
-A ja Marissa- rzuciła i uśmiechnęła się.
 Mogłam się spodziewać, że blondyn nie zauważy, że jest to jedynie ironiczny uśmiech.
Chłopak dość długo jej się przyglądał. Ja siedziałam i z kolei patrzyłam na niego. Poczułam jakieś dziwne uczucie w brzuchu, tak jakby coś nagle mnie ukuło. Nie wiedziałam, o co chodziło, więc to zignorowałam. Za 15 minut byliśmy na miejscu. Ruszyli w stronę parkietu, a ja dołączyłam do Susan, która siedziała przy 'stoliku'. Przywitałam się z nią i zaczęłyśmy rozmawiać. Po jakimś czasie spojrzałam na parkiet. Wszyscy tańczyli na środku. I w tym momencie zauważyłam Marissę, tańczącą z.. Niall'em. Był to wolny taniec, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Siedziałam na kanapie i patrząc na nich znów poczułam to dziwne uczucie. No nie, coś musiało mi zaszkodzić... Przyłączyłam się do tańca dopiero, gdy wolny kawałek się skończył i od razu porwał mnie w 'wir' Ethan. Dosyć wysoki, dobrze zbudowany, zielonooki szatyn zaczął robić ze mną piruety i kręcić mnie w koło. Po kilku tańcach znów nastał czas na przytulankę i tym razem Niall podszedł do mnie.
-Zatańczysz? - uśmiechnął się.
W tym momencie gdy spojrzałam na niego doszłam do wniosku, że nigdy nie zauważyłam, jak ładnie wygląda z uśmiechem na twarzy.
-Pewnie...- odparłam i podeszłam do niego.
Objął mnie w tali, a ja wtuliłam się w niego. Przez cały taniec nic nie mówiliśmy, tylko w ciszy przemieszczaliśmy się bardzo powoli w bok. Nie chciałam się odzywać, psuć czegokolwiek, bo atmosfera była wspaniała bez słów. Moje serce biło mocniej niż przedtem, nie wiem, dlaczego było inaczej, niż zwykle.
I gdy skończyła się impreza tak na prawdę uświadomiłam sobie, że wszyscy polubili Marissę, a co więcej spodobała się większej części chłopaków. I to mnie wcale nie... 'zdziwiło'... tylko raczej 'zaniepokoiło'...
~~~~~~~~~~~~
Razem z kuzynką miałyśmy być gotowe na godzinę 9:00, co Marissie na początku wcale się nie spodobało.
Ja wyzbierałam się dosyć szybko i zeszłam na dół, by zjeść śniadanie i czekać na dziewczynę. Minęło 10 minut, a po niej ani śladu. Nastała 8:50 i postanowiłam pospieszyć Marissę. Pobiegłam na górę i stanęłam przed drzwiami do łazienki.
-Długo ci jeszcze zejdzie?
-Nie wiem, nie czepiaj się, za chwilę zejdę- odpowiedziała szorstko.
No tak, czego ja się spodziewałam, że nagle z jakiegoś powodu się polubimy? To chyba nie możliwe, zwłaszcza że gdy tylko coś powiem ona zaraz musi to skrytykować.
-Pospiesz się, bo ja już czekam na dole.
-Dobra- krzyknęła i poczułam wtedy złość w jej głosie.
Więc nie miałam innego wyjścia, jak zejść na górę i czekać na samochód, którym mieli przyjechać przyjaciele. Wcale nie dużo czasu minęło, jak pojawił się przed domem. Wyszłam z torbami na dwór i przywitałam się ze wszystkimi. Ethan, według większości dziewczyn bardzo przystojny chłopak wyszedł z auta wziął ode mnie walizki i włożył do, co prawda już w większości załadowanego, bagażnika. Samochód prowadził David, a miejsce obok kierowcy zajął Ethan. Zaraz za nimi siedziały Susan i Grace. Z początku zastanawiałam się, czy nie dołączyć do nich, lecz zdałam sobie sprawę, że Marissa musiałaby wtedy siedzieć obok Niall'a, czego nie mam pojęcia z jakiego powodu, chciałam uniknąć. Dlatego Niall usiądzie z dziewczynami a ja z Marissą z tyłu.
Za chwilę przyszedł mój niebieskooki przyjaciel i tak, jak ustaliliśmy dosiadł się do dziewczyn. Minęło 30 minut, a mojej 'kochanej' kuzynki ani śladu. Powoli zaczynaliśmy się niecierpliwić, dlatego poszłam do domu zobaczyć, co się z nią dzieje.
-Mamo, gdzie ona jest? - zapytałam.
-Chyba u góry
Jeśli dalej nie wyszła z ubikacji, to się chyba załamię..- pomyślałam sobie. Przybiegłam na piętro i zobaczyłam przez 'okno' w drzwiach głowę Marissy. Bez wahania otworzyłam drzwi i ujrzałam ją... I wtedy zrozumiałam, że ona wcale nie jest ładna, wcale się nie zmieniła. To przez puder i tonę makijażu wygląda o niebo lepiej. Zobaczyłam ją, bez niczego, stojącą przed lustrem z kilkoma pryszczami na twarzy, z oczami bez wyrazu.
-Ile można siedzieć w łazience?- zapytałam zdenerwowana.
-Ktoś ci pozwolił tu wejść?
-To mój dom, pamiętasz o tym, prawda?
-Ale nie masz prawa mi przeszkadzać.
-Chciałam się tylko dowiedzieć, ile Ci jeszcze zejdzie. Wszyscy są gotowi i się niecierpliwią, chyba nie chcesz się spóźnić?!
-Musze się tylko pomalować, ale nie ułatwiasz ani mi, ani wam tej sprawy stojąc obok mnie i się na mnie drzeć.
Jak ja nienawidzę tego jej ironicznego uśmiechu, szorstkiej gadki.
Zeszłam na dół i powiedziałam mamie, żeby ją pospieszyła, bo ja nie umiem nic zrobić. Obiecała mi pomóc, chociaż wcale nie byla przejęta tym tak, jak ja. Weszłam do auta i znowu wszyscy zaczęli o nią wypytywać:
-Gdzie jest ta Marissa?! Przecież jeszcze chwila i się spóźnimy!
-Pośpieszyłaś ją?
Zaczęłam im mówić, ze spokojnie, zaraz przyjdzie, ale tak wcale się nie stało. Minęła dobra godzina, aż zobaczyłam ją z torbami. Zamiast Ethana wysiadł tym razem zauroczony do granic możliwości David i pomógł wpakować jej rzeczy do bagażnika. Wyruszyliśmy o 10:30. Ja siedziałam na tyłach z Marissą i co chwila widziałam, jak Niall odwraca się i przypatruje jej się. Znów poczułam się dość dziwnie, ponieważ do mnie ani razu dziś się nawet nie odezwał. Nie miałam ochoty widzieć, jak się do siebie uśmiechają, więc odwróciłam głowę w stronę drogi i patrzyłam przez szybę na mijane przez nas krajobrazy, zastanawiając się, dlaczego tak właściwie zaczęłam się smucić.
Wreszcie po 4-godzinnej podróży dotarliśmy na miejsce. Rozłożyliśmy 3 namioty, na polanie. Jeden- dla mnie i Susan, drugi jak to wcześniej uzgodniliśmy dla Grace i Marissy a ostatni dla chłopaków. Pierwszy dzień, albo raczej wieczór minął dosyć szybko. Nazajutrz wybraliśmy się pozwiedzać okolicę. Okazało się, że niedaleko naszej polany znajduje się małe jezioro, nad którym spędziliśmy całe popołudnie i wieczór. Gadaliśmy, śmialiśmy się, jak dobrzy przyjaciele. Jednak wcale nie czułam się najlepiej. I  dobrze wiedziałam, że nie fizycznie, tylko psychicznie. Coś mnie smuciło. Coś sprawiało, że było mi źle. Siedziałam z Susan na trawie, a pozostali właśnie kąpali się w jeziorku, no nie wliczając Marissy, która leżała tuż przy brzegu i uśmiechała się do Niall'a. Uważnie jej się przyglądałam, śledziłam każdy jej ruch,  nie mam pojęcia, dlaczego i po co. Później spojrzałam na Niall'a zanurzonego po ramiona w wodzie. Patrzył na Marissę, a po chwili przeniósł wzrok na mnie. Jego mina zmieniła się momentalnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Dopiero po kilku sekundach przeniosłam swój wzrok na ziemię. Jeszcze raz spojrzałam na Marissę i wtedy tak naprawdę zrozumiałam, co się dzieje. Niall zakochał się w mojej kuzynce. W tej samolubnej dziewczynie, o której mówiłam mu same złe rzeczy. A mnie.. a mnie z jakiegoś powodu to bolało... Siedziałam dalej z Susan, a chłopcy wyszli z wody i skierowali się w naszą stronę.
-Lulu, możemy pogadać? - zapytał Niall podchodząc do mnie.
-Niby o czym? - spytałam z ironia. Sama nie wiem skąd ona się wzięła...
-Co?!- zdziwił się.
-Nie, nic. Nie mam ochoty, sorki- podniosłam się z koca.
-Lulu! - krzyknął, gdy byłam kilka kroków przed nim
-Nie nazywaj mnie tak!- krzyknęłam i pobiegłam do namiotu, miałam dosyć wszystkiego, musiałam pobyć sama. I tak bardzo szybko usnęłam...  Nazajutrz rozłożyliśmy duży koc na trawie i wszyscy usiedliśmy, jedząc kolację. Gdy każdy się już najadł postanowiliśmy zrobić sobie mała 'dyskotekę' czy coś w tym tylu. Ethan włączył komórkę i puścił zestawioną przez nas 'playlistę'. Susan pociągnęła za sobą Davida, chodź bardzo niechętnie, bo widziałam, że ten ma ochotę na taniec z Marissą, a nie z nią. Ethan oczywiście porosił Grace, no a ja zostałam na kocu z Niall'em i kuzynką. Spuściłam wzrok, zastanawiając się nad jakąś głupotą, o której właśnie myślałam, a gdy podniosłam głowę, zobaczyłam, że siedzę sama. Uniosłam wzrok i zobaczyłam Marissę z Niall'em. Czego ja się spodziewałam? To przecież wiadome, że ze sobą zatańczą, w końcu możliwe, że nawet już są razem. Wyglądali pięknie, tańcząc przytulankę, jak i następny taniec. A ja? Ja siedziałam sama na podłodze. W końcu zdecydowałam, że nic tu po nie i nikt nie zauważy, jak stąd pójdę. Wstałam i skierowałam się do namiotu, gdy nagle usłyszałam:
-Tilda, gdzie idziesz?- to była Susan.
-Poczekaj Lulu- krzyknął Niall, puścił Marissę i zrobił krok ku mnie.
-Zostaw mnie!- także krzyknełam.
Pobiegłam do namiotu i położyłam się na materacu. Już wiedziałam co się ze mna dzieje. Nie mogłam znieść tego, że Niall'owi spodobała się Marissa, bo...bo...sama się w nim zakochałam. Zakochałam się w najlepszym przyjacielu...
-Co się stało Tilda? Źle się czujesz?- zapytała, wchodząca do namiotu Susan.
-Wiesz.. trochę mnie głowa boli...dlatego poleżę sobie...
-Na pewno o to chodzi?- dopytywała się.
-A o co ma chodzić?
-Nie wiem..tak tylko myślałam, że może.. wiesz, pokłóciłaś się z Nialler'em czy coś? Bo ostatnio cały czas się na niego wkurzasz, zarzucasz mu, że mówi na Ciebie 'Lulu' a przecież odkąd się przyjaźnicie Ci to nie przeszkadzało.
-Chyba ci się zdawało...
-Nie kłam.
-Nie kłamię, nie pokłóciłam się z nim.
-To dlaczego Ty...dlaczego nie umiecie się porozumieć?
Zakryłam twarz poduszką i włożyłam słuchawki do uszu. Nie miałam najmniejszej ochoty kogokolwiek dzisiaj słuchać. Przez cała noc nie mogłam usnąć, przypominałam sobie wszystkie chwile, kiedy byliśmy z Niall'em blisko, kiedy razem pojechaliśmy na konie, kiedy nałożył mi na ramiona swoją bluzę, żebym nie zmarzła. To nie możliwe, żebym ja się w nim zakochała...
~~~~~~~~~~~~~
Ostatniego dnia po poskładaniu namiotów wszyscy postanowiliśmy znaleźć chwilę czasu dla siebie. Susan i Grace poszły nad jezioro, a chłopaki.. sama nie wiem. Wiem, że Marissa poszła gdzieś na spacer. Nie miałam ochoty iść z tą zarozumiałą panną, o nie. Mogę się założyć, że od razu skrytykowałaby mnie za strój, czy coś. Wcale mi nie było do tego śpieszno. Weszłam w drobny lasek i kiedy odwróciłam głowę z prawo zauważyłam ją..całą zapłakaną. Rozmawiającą...z Niall'em. Coś mnie ścisnęło w sercu, po raz któryś z kolei czułam, że go tracę. Pewnie teraz mówił jej jak to bardzo ją kocha, a ona nie wytrzymała i się wzruszyła. Miałam dosyć. Po moim policzku spłynęło kilka słonych łez. Nie chciałam tego, ale nic nie mogłam poradzić. To było odruchowe. Patrzyłam na nich i ryczałam jak dziecko, bo zdałam sobie sprawę, że już nic nie będzie takie same, takie, jak przedtem. Pobiegłam dalej, nie chciałam, aby ktoś zobaczył, że ich podsłuchuję lub obserwuję. Po kilku minutach otrząsnęłam się i wróciłam na polanę. Za chwilę przyszli też Sarah i David, a po nich pozostali. Usiadłam na tym samym miejscu, co ostatnio i modliłam się w duchu, aby ani Marissa, ani co bardziej Niall nie usiedli obok mnie. A jednak. Miejsce obok zajął blondyn. Popatrzył na mnie, w tym samym momencie, co ja na niego. I po raz kolejny nasze spojrzenia się spotkały. Zauważyłam ten błysk w jego niebieskich, jak ocean oczach. Szybko odwróciłam głowę w stronę szyby i oparłam o nią głowę.
Wszyscy z przodu rozmawiali w najlepsze, nawet słyszałam, że blondyn odezwał się parę razy, oprócz mnie. Siedziałam wpatrzona w mijane przez nas góry i myślałam o tym wszystkim, co właśnie się stało. 
-Hej, Tilda! Żyjesz?- wyrwał mnie z przemyśleń głos Grace.
-Co? Przepraszam...zamyśliłam się. - odezwałam się cicho.
-Co się z tobą dzieje? Przez cały wyjazd byłaś jakaś taka smutna...- stwierdziła.
-Chyba ci się wydawało.. jest okej- uśmiechnęłam się, co prawda sztucznie, ale nie sądzę, aby któreś z nich to zauważyło.
-No nie wiem...
-Naprawdę fajnie się bawiłam- okłamałam nie tylko ich, ale także siebie.
Przeniosłam wzrok na Grace, która dalej mi się dokładnie przypatrywała. Na szczęście nie musiałam jeszcze raz udawać, że jestem wesoła, ponieważ zjechaliśmy na stację benzynową, aby wyjść do toalety i się odświeżyć. Kiedy wracałam do auta poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się momentalnie i zobaczyłam stojącego zaraz przy mnie blondyna. Byliśmy niebezpiecznie blisko, czułam na sobie każdy jego oddech. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, dlatego mój wzrok wylądował gdzieś na dole.
-Powiesz mi, co się stało?- zapytał cicho.
-Mówiłam już, że nic- odpowiedziałam szorstko.
Chciałam, aby zostawił mnie w spokoju i poszedł do tej swojej Marissy. Miałam nadzieję, że już blisko do domu.
-Nie udawaj, znamy się długo i wiem, kiedy jesteś smutna. Wytłumaczysz mi, o co chodzi?- zapytał, po czym jego prawa ręką uniosła się i skierowała ku górze.
Nie wiedziałam, co dokładnie chce zrobić, ale miałam jakieś przeczucia. Nie chciałam tego, dlatego zrobiłam kilka szybkich kroków w tył.
-Zostaw mnie- powiedziałam cicho i już chciałam odejść, gdy nagle złapał mnie za rękę, odwrócił w swoją stronę i mocno mnie do siebie przytulił. Z początku szamotałam się, miałam nadzieję, że mnie wypuści, lecz, gdy zrozumiałam, że to na nic, odpuściłam. To było niesamowite. Nigdy wcześniej, gdy mnie obejmował nie czułam takiego uczucia. I dlaczego nie mogłam go poczuć wcześniej? Gdy mieliśmy jeszcze szansę? Teraz wszystko stracone, teraz jest z Marissą...
Kiedy w kocu poczułam, że rozluźnił ramiona w końcu wydostałam się z jego objęć.
-Daj spokój- wyszeptałam i pobiegłam do samochodu.
Jedyne, co mnie nęciło to to, że musiałam siedzieć właśnie obok niego. Starałam się nie zwracać na niego uwagi, jednak to wcale nie było takie proste. Na siedzeniu obok siedzi mój najlepszy przyjaciel, którego kocham, a ja próbuję uciec od niego jak najdalej, co ze mną jest nie tak?
Na szczęście pozostało jeszcze tylko 1,5 godziny drogi, a więc minęło dosyć szybko. Udało mi się wytrwać obok Niall'a 4 godziny, a gdy po kąpieli, w domu rzuciłam się na łóżko najzwyczajniej w świecie się rozkleiłam. Łzy zaczęły oblewać mi twarz, a ja nad tym nie panowałam. Mimo, że chciałam przestać, nie mogłam. Wiedziałam, że gdy mama zobaczy, że płaczę od razu będzie robiła zamieszanie o co chodzi, a dzisiaj jestem na to zbyt zmęczona. Dlatego próbowałam się ogarnąć, co nie wychodziło mi w dalszym ciągu najlepiej. W pewnym momencie do drzwi ktoś zapukał i nim zdążyłam wytrzeć oczy i coś powiedzieć Marissa weszła do pokoju.
-Zostaw mnie samą!- krzyknęłam wręcz.
-Co ci jest?- zapytała, widząc, że płaczę.
-Nic, idź stąd! Idź sobie do swojego Niall'a!
-Co?! Co ty gadasz?!- podniosła głos.
-A jak myślisz? Przecież wiem, że jesteście w sobie zakochani! Że jesteście razem! Idź do niego, a mnie zostaw w spokoju- jeszcze bardziej się rozbeczałam.
-O co ci chodzi? Ja i Niall?- jej ton zupełnie się zmienił.
-Nie mów,że to nie prawda! Wszystko widziałam! Jak mówił ci, że cie kocha, jak się wzruszyłaś!
-O to ci chodzi. Ja właśnie chciałam o tym pogadać- powiedziała już dosyć spokojnie.
-Nie chce o tym gadać! Bądź sobie z nim, proszę bardzo!- krzyknęłam, miałam jej dosyć.
-Posłuchaj mnie, dobra?! Po pierwsze podoba mi się David, a nie Niall, a nawet gdyby to i tak nie byłoby dla nas żadnej szansy! BO ON KOCHA CIEBIE!- te ostatnie słowa podkreśliła najmocniej.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia, co ona wygaduje?!
-Co?
-Tak, właśnie tak, dlatego uspokój się i mnie wysłuchaj- powiedziała jeszcze ostro, ale zaraz dodała spokojniej-naprawdę nie zauważyłaś, że to w tobie jest zakochany? naprawdę? A jeśli chodzi o to, co mówiłaś... Wtedy, w ostatni dzień wyjazdu..- sama nie mogłam w to uwierzyć, ale w jej oczu spłynęło kilka łez.- wtedy, jak rozmawialiśmy...nie mówił,że mnie kocha, wręcz przeciwnie... powiedział..-wytarła oczy- powiedział, że jestem nieznośna i wytrzymywał moje towarzystwo tylko i wyłącznie dla ciebie... - rozbeczała się na dobre.
Moje serce znowu zaczęło mocniej bić. Nie wiedziałam, czy mogę jej wierzyć, czy nie plecie głupot, ale z drugiej strony po co miałaby to robić?
-On..on tak powiedział? - zapytałam ze zdziwieniem.
-Tak, mówił jeszcze, że jestem samolubna i irytująca, ale to wszystko zrobił, abyś się nie martwiła, że zepsułam wam wyjazd...
No i beczałyśmy obie. Ona przez Niall'a.. i ja. Też przez niego. Marissa okazała się jednak dosyć wrażliwą osobą, ale dopiero, gdy ktoś powie jej, co tak naprawdę o niej myśli.
~~~~~~
Rano, gdy wiedziałam, że kuzynka powiedziała prawdę szybko wzięłam Khloe ze stajni i wsiadłam na siodło. Modliłam się, żeby Niall był w domu, żebym go zastała. Jednak drzwi otworzyła mi jego mama i powiedziała, że jest teraz z dziadkiem na polanie. Ponownie wskoczyłam na konia i galopem skierowałam się w stronę tego miejsca. Już z daleka widziałam Niall'a. A kiedy zeszłam z Khloe serce zaczęło bić mi jak szalone. Blondyn zauważył mnie od razu i podszedł w moją stronę.
Przez kilka pierwszych minut nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle. Staliśmy przed sobą, jakby ta cisza była dla nas wspaniała.
-Przepraszam cię- powiedziałam.
-Za co?
-Za to, jak się zachowywałam.
-Nie przepraszaj. Powiedz tylko co się stało...
-Bo ja...
Niall spojrzał na mnie. Jego perfekcyjne, niebieskie oczy wlepione były w moje.
-Ubzdurałam sobie, że zakochałeś się w mojej kuzynce..a ja nie mogłam tego znieść...- powiedziałam cicho.
-Ja?! W Marissie?
Skinęłam głową.
-Lulu, jak coś takiego mogło przyjść ci do głowy?!
-Bo kiedy dziewczyna jest zakochana to czasem nie myśli logicznie...- z każdym słowem zniżałam ton.
-Lulu...
Jeszcze niedawno chciałam, aby mnie tak nie nazywał, teraz pragnęłam tego najbardziej na świecie.
-Lulu...
I wtedy nic już nie mówiliśmy, tylko Niall'er przybliżył mnie do siebie i objął w tali.
Był wyższy ode mnie, dlatego aby spojrzeć mu w oczy musiałam unieść głowę do góry. Byliśmy tak blisko, że czułam każdy jego oddech.
-Nie mógłbym zakochać się w Marissie... Bo kocham ciebie- powiedział cicho.
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, po chłopak zbliżył się powoli jeszcze bardziej i delikatnie mnie pocałował.
-Ja ciebie też kocham- wyszeptałam, po czym Niall ponownie złączył nasze usta.

_____________________
Omg, no to jest już mój pierwszy imagin xd. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów, a jeśli są to przepraszam najmocniej.  Jeśli chociaż trochę wam się podoba zostawcie po sobie jakiś ślad, to dla mnie bardzo ważne. Piszę to dla was i chcę wiedzieć, czy to coś nadaje się w ogóle do czytania... Będę wdzięczna.
Asia~ @JustinMyHeroxx



2 komentarze:

  1. Ja przeczytałam miśku! ♥ I już napisałam co
    o tym myślę Tobie na tt. Kocham!
    @naulinaa. xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Trolololo ♥
    Kocham ;3
    Oby było ich więcej ♥♥

    OdpowiedzUsuń